Płaszcz, cz.1/3

Autor: Zdzisław Brałkowski, Gatunek: Proza, Dodano: 03 października 2017, 21:12:20, Tagi:  beletrystyka kaszubskie wesele płaszcz

(fragmenty nowej prozy)

 

(...) Na początku 1947 roku Janek otrzymał pisemne zaproszenie na ślub i wesele kaszubskie. Przyszło ono odpowiednio wcześniej. Z dotarciem na wieś, gdzie miało odbyć się weselisko, był większy problem – trzeba było tam dojść lub dojechać; przeważnie w grę wchodziło jedno i drugie. Transport publiczny w te strony jeszcze nie docierał. Wszystko zależało więc od szczęścia i złapania okazji. Nie martwił się tym jednak zbytnio, w czasie wojny przyzwyczaił się do nawet wielokilometrowych przemarszów w ciągu jednego dnia. 
Przełożony Janka w wojsku nie należał do kasty oschłych oficerów wyżywających się w koszarach na podwładnych. Też był frontowcem, a to było nawet ważniejsze od formalnej podległości. Frontowiec to frontowiec. To nie byle wojak, jakiś młokos prosto po szkole wojskowej, który w życiu prochu nie powąchał i nie zaznał świstu wrogiej kuli koło własnego ucha. Kiedy więc dowódca otrzymał prośbę Janka o urlop, wezwał go do siebie.
– Czytam, plutonowy, że chcecie pojechać na wesele?
– Tak jest, obywatelu kapitanie. Znajomy Kaszub mnie zaprosił.
– Dobrze, dostaniecie. Poligon dopiero za miesiąc. Tylko wróćcie w normalnym stanie. Bez wyrywnego na pożegnanie.
– Obywatelu kapitanie… – Janek, mimo że ucieszył się tak szybką zgodą dowódcy, aż się żachnął. – Znam miarę. 
– Nie unoście się tak honorem, plutonowy. Strzemiennego nie musicie odmawiać. – Oficer lekko się uśmiechnął. – Różnie to na weselach bywa. Zwłaszcza wiejskich. Dam wam dzień więcej, abyście zdążyli wrócić bez pośpiechu. Nie złapiecie z powrotem okazji, to wrócicie per pedes.
– Tak jest, obywatelu kapitanie – odkrzyknął Janek, uszczęśliwiony dodatkowym dniem urlopu. Tego już się nie spodziewał. Chyba dzisiaj dobrze trafił z prośbą, dowódca jest w humorze! 
Oficer wypisał kartę urlopową i wręczył ją swojemu podwładnemu. Ten chciał się odmeldować, ale kapitan jeszcze go wstrzymał.
– Mundur macie w miarę. A jak u was z zimowym płaszczem?
– Jeszcze wojenny donoszę, obywatelu kapitanie. Czekam w kolejce.
– Jeszcze wojenny? – Oficer się skrzywił. – I tak chcecie reprezentować polskie wojsko wśród Kaszubów?
Podniósł słuchawkę telefonu i wykręcił numer. Odczekał chwilę na połączenie i władczo przemówił:
– Kapitan Lewicki. Macie nowe, podoficerskie płaszcze zimowe? – Wysłuchał rozmówcę z drugiej strony i kontynuował: – Zgłosi się do was plutonowy Bowski. Wydacie mu nowy. – Po usłyszeniu odpowiedzi podniósł głos: – Nie pierdolcie mi farmazonów, sierżancie! To co, że poza kolejnością?! Chłop jedzie na wesele kaszubskie i ma porządnie wyglądać. Wykonać!
Odłożył słuchawkę na widełki telefonu i spojrzał na podwładnego z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Uniósł brwi i żartobliwie pogonił go:
– No, na co jeszcze czekacie, plutonowy? Chcecie, abym zmienił decyzję? Odmeldować się i biegiem do magazynu, płaszcz fasować!
– Tak jest, obywatelu kapitanie!
– Tylko mi Kaszubek nie zbałamućcie.
– Mam narzeczoną. Odmeldowuję się! – Janek wyprężył się, błyskawicznie zrobił w miejscu „w lewo zwrot” i uszczęśliwiony opuścił pokój dowódcy. Nowy płaszcz! Będzie miał zimowy, nowiutki płaszcz!
Drogę do magazynu mundurowego przebył prawie biegiem. Na jego widok magazynier, starszy już wiekiem sierżant, zamruczał pod wąsem:
– Co to za nowe zwyczaje. Przed wojną takie coś by nie uszło.
Janek początkowo nie miał zamiaru z nim dyskutować, ale nie wytrzymał i się odciął: 
– Uszłoby, uszło. Rozkaz szefa był i jest rozkazem. Frontowemu wydajecie.
– No i co? – odburknął sierżant. – Wojna już się skończyła. Walczyłem jeszcze w trzydziestym dziewiątym, młokosie.
– Toś też weteran. – Janek starał się załagodzić początkową scysję. Jeszcze magazynier wyda mu pierwszy lepszy płaszcz, niedopasowany. Z tymi od mundurów lepiej żyć w zgodzie… – Towarzyszowi walk z Hitlerem byś bruździł?
– Dobra, dobra. Poczekaj tu.
Sierżant, zrezygnowany ale i udobruchany, nie robił już wtrętów. Machnął ręką, spojrzał na posturę stojącego przed nim plutonowego i poszedł w głąb magazynu. Po chwili wrócił z naręczem kilku płaszczy. Podał jeden z nich:
– Przymierz.
Magazynier miał wprawne oko. Janek włożył płaszcz i obrócił się, zerkając w wiszące na ścianie duże lustro. Z zadowoleniem kiwnął głową – wojskowe umundurowanie leżało na nim idealnie, jakby szyte na miarę. 
– I jak? – zapytał. Chciał jeszcze potwierdzenia od sierżanta.
– W porządku. Możesz jechać rajcować młode Kaszubki. Podpisz mi tu. – Magazynier podsunął do pokwitowania karteluszek wydania umundurowania.
cdn.

Komentarze (9)

  • ściągnęłam Pana. myślami.
    ale fajnie.

  • "Nigdy nigdy", mimo nicku nigdy nie mów nigdy :)
    Jak fajnie, to fajnie. Przyjmuję, że odnosi się do tekstu.

  • właśnie dlatego mam taki nick,
    bo zawsze mówię nigdy.

    fajnie, bo pomyślałam, dlaczego Zdzisław Brałkowski nie publikuje na Licie?
    tekst przeczytam. może będzie inspiracją. kto wie..
    :)

  • Rasowa, brałkowska chała. Powiało pampersami.

  • Nigdy nigdy, mam wolnego czasu tyle, ile zmieści się za krótko obciętym paznokciem. Tak że jestem bardzo rzadkim gościem. Ten fragment jest częścią ukończonej nowej całości, na tyle jeszcze mogę :)

  • przeczytałam. i mam jedną uwagę, dot. słowa Żul-Żulik, czy w 1947 używano takiego wyrażenia? bo mnie wydaje się być określeniem bardzo współczesnym.
    na pewno nie siedzę tak mocno, jak Autor, w tamtych czasach, ale chyba jednak wolałabym zamiennik.
    no, i bohater przebywa na Kaszubach, więc chyba chciałabym więcej regionalnych określeń.
    poza tym opowiadanie jest bardzo ogólne, suche, nic nie wiadomo o Janku, oprócz tego, że był na froncie. bo od kogo to zaproszenie na ślub?
    bardzo opisowe, pobieżne, nie robiącego nic ani w głowie ani w serduszku, a przecież chodzi o zostawianie śladów.

    :)
    poczytam Zołzę.

  • Słowo "żul" jest dość dawne, pochodzi chyba jeszcze z XIX wieku.
    Na początku zaznaczyłem, że jest to fragment większej całości. Wstawię jeszcze pozostałe dwie części, ale dotyczą wyłącznie "płaszcza", a nie kaszubskiego wesela (gdzie pojawiają się regionalne, kaszubskie określenia). O nim już tu nie będzie, jedynie w formie "książkowej" papierowo i ebookowo. Światło dzienne ujrzą w listopadzie.
    Trudno, takie są pewne zasady, których nie mogę łamać ;)

  • żulik / żul (ros. жулик - złodziejaszek) – jako łobuz, chuligan. dzięki poszukiwaniom żula natrafiłam na super forum.
    ach, te inspiracje, czasami prowadzą w nieoczywiste kierunki.
    GRATULUJĘ :)

  • Ważne, aby inspiracje wykorzystać :)
    Nie wiem,czego gratulujesz, Nigdy nigdy, ale przyjmuję. Nie jestem przecież masochistą ;)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się